Dayton w Ohio: 9 nacjonalistów zagłuszonych przez 600 antyfaszystów.

Planowany wiec Ku Klux Klan w Dayton w stanie Ohio przyciągnął uwagę mediów oraz władz lokalnych. Ale tylko dziewięć osób pojawiło się w sobotę, a ich hasła zostały zagłuszone przez 600 protestujących, którzy zebrali się, aby pokazać swój sprzeciw wobec szerzenia nienawiści rasowej.

Policja z Dayton podjęła szereg środków ostrożności, aby protesty nie wymknęły się spod kontroli. Cara Neace, rzeczniczka prasowa policji w Dayton, powiedziała, że zgromadzono dodatkowe siły w postaci ponad 350 policjantów aby utrzymać w mieście spokój.

Policja oddzieliła członków i sympatyków Ku Klux Klanu (w liczbie 9 osób) od ponad 600 antyfaszystowskich kontrdemonstratów metalowym płotem i kordonem policji.

Część antyfaszystowskich kontrdemonstrantów była uzbrojona w broń palną.

Protesty miały miejscę w sobotę, 25 maja 2019 roku.

Aktywizacja młodego pokolenia antyfaszystów

W obecnym okresie musimy postawić na aktywizację jak najszerszego grona młodzieży w duchu lewicowym, anarchistycznym i antyfaszystowskim. Pytanie jak to osiągnąć , i co jako ruch antysystemowy możemy młodzieży zaproponować. Jak radykalny antyfaszyzm może przyciągnąć do siebie nowy narybek?

Przede wszystkim musimy podjąć działania propagandowe skierowane wobec jak najszerszego spektrum młodych ludzi.

Ulotki i plakaty antyfaszystowskie powinny pojawiać się  w najbliższej okolicy liceów i gminazjów. Mało tego, powinny być rozprowadzane przez nas także w szkołach!

Nacjonaliści przyciągnęli do siebe rzesze młodych, zafascynowanych kultem siły i pozornym „ogromem”  Ruchu Narodowego. Ksenofobia i rasizm były tutaj tak naprawdę jedynie dodatkiem.

My musimy znaleźć konkretną alternatywę aby zainteresować działaniem nowe pokolenie antyfaszystów.

Rozlepianie vlepek , kolportaż ulotek i rozklejanie plakatów – tym powinni zajmować się młodzi antyfaszystowscy aktywiści.

Musimy być bardziej otwarci na nowe, młode osoby – zachowując przy tym czujność aby uniknąć policyjnej czy brunatnej prowokacji.

Pokażmy to co mamy do zaproponowania – kolektywną siłę, zrozumienie, rozum  (czyli coś czego młodzież wśród neofaszystów nigdy nie odnajdzie) , akceptację grupy, radykalny aktywizm (który sam przez siebie nakręca do dalszego działania) , bezpieczeństwo wśród swoich i to co najważniejsze –

nasze szczytne ideały – bo anarchizm i antyfaszyzm, to jest to co jest prawdziwe!

Finlandia: naziolskie PVL tymczasowo zakazane

 

Sąd Najwyższy Finlandii przyjął do rozpoznania skargę fińskiego odłamu neonazistowskiego Nordyckiego Ruchu Oporu w związku orzeczoną wcześniej jego delegalizacją. Jednocześnie zakazał do czasu wydania ostatecznego rozstrzygnięcia działalności tej organizacji w kraju.

Wyrok może zapaść za około rok – poinformowała w czwartek kancelaria sądu.

Postanowienie fińskiego Sądu Najwyższego dotyczy funkcjonującego na terenie Finlandii oddziału Nordyckiego Ruchu Oporu (Pohjoismainen Vastarintaliike – PVL) – organizacji o charakterze narodowosocjalistycznym, która działa również w innych krajach nordyckich – Szwecji, Danii czy Norwegii.

Fiński PVL zaskarżył do Sądu Najwyższego poprzedni werdykt sądu apelacyjnego w Turku, który na jesieni 2018 r. orzekł o delegalizacji ruchu, uznając, że jego działalność jest sprzeczna z prawem i dobrymi obyczajami. Sąd zwrócił uwagę na związaną z ruchem przemoc, antysemityzm, fascynację faszyzmem, podważanie Holokaustu czy szerzenie mowy nienawiści dotyczącej imigrantów oraz mniejszości seksualnych. Władze organizacji uważają, że działają w granicach wolności słowa i zrzeszania się. W związku z prawem do wniesienia skargi do Sądu Najwyższego wyrok ten nie uprawomocnił się.

Zgodnie z czwartkowym komunikatem fińskiej policji, która wnioskowała do Sądu Najwyższego o zastosowanie tymczasowego środka, na podstawie postanowienia tej instancji funkcjonariusze mogą podejmować interwencje w razie zaobserwowania jakiejkolwiek działalności ruchu. Jak wyjaśnił inspektor Heikki Lausmaa, ruch „nie może organizować demonstracji ani pokazywać publicznie swoich symboli czy flag”.

O delegalizację PVL wystąpił dwa lata temu zarząd komendy głównej fińskiej policji, po tym gdy w trakcie manifestacji w Helsinkach w 2016 r. jeden z aktywistów ruchu śmiertelnie pobił przechodnia. W poprzednich latach dochodziło także do innych aktów przemocy związanych z ruchem.

W 2018 r. podczas obchodów święta niepodległości 6 grudnia w trakcie przemarszu członków ruchu ulicami Helsinek pokazywane były m.in. flagi III Rzeszy. Flagi te zarekwirowała policja. Mimo że symbol swastyki nie jest w Finlandii zabroniony, funkcjonariusze uznali wtedy, że nazistowskie flagi w trakcie dnia niepodległości miały „mocny przekaz o rasizmie i nietolerancji” i służyły ”podżeganiu przeciwko grupom etnicznym”.

Fiński odłam PVL został założony w 2008 r. Symbolem nordyckich ruchów neonazistowskich jest skierowana do góry czarna strzałka na zielonym tle, tzw. tiwaz, który pochodzi z pisma runicznego. Organizacje te popierają utworzenie jednego państwa nordyckiego, głoszą wyższość białej rasy oraz sprzeciwiają się wielokulturowości czy imigracji.

 

Zbrodnia NSZ w Solniczkach, 1945r.

Kolonia Solniczki Wielkanoc Prawosławna 1945
Pani Raisa urodziła się w 1929 roku na kolonii Solniczki w gminie Juchnowiec – Dolny, jak sama mówi, w prawdziwej białoruskiej, prawosławnej rodzinie Daniluków. Jej ojciec do wybuchu wojny pracował w białostockich fabrykach, a od 1939 roku zajął się rolą i uprawą 4 hektarów ziemi. W ten sposób żyły jeszcze 4 rodziny. Wszyscy, niezależnie od wyznawanej wiary, mówili tylko „prostym językiem”. Pani Raisa – kiedyś główna białostocka geodetka, odzwyczaiła się od życia na wsi- i od ojczystego języka, dlatego rozmawiamy w wygodniejszym jej polskim języku.

Czytam na głos treść pamiątkowego dyplomu i medalu izraelskiego instytutu Jadwa-Szem: „Włodzimierzowi, Annie, Lubie Daniluk i Raisie Borowskiej. Kto ratuje jedno życie, jakby ratował cały świat”.
-Włodzimierz- to mój ojciec, Anna- matka, Luba- to moja siostra, z dumą mówi Pani Raisa.
Włodzimierz mówili również na jej brata, który zmarł mając 6 lat, w strasznym dla jej rodziny 1945 roku.
-Zwykła, prosta rodzina, która przeżyła wkroczenie Sowietów i niemiecką okupację, – tak o swojej rodzinie mówi Pani Raisa.
W Solniczkach kręciło się wówczas mnóstwo sowieckich jeńców wojennych. Pracowali oni na lotnisku w Krywlanach. Ich obóz znajdował się na miejscu obecnej jednostki wojskowej przy ulicy Kawaleryjskiej w Białymstoku. Niemcy morzyli ich głodem. Komu się udało – uciekał. Niejednokrotnie umęczeni, wygłodzeni, zachodzili do zamieszkujących nieopodal Daniluków. Tam zmieniali oznaczone numerami ubranie na bardziej „bezpieczne” odzienie ojca. W 1944 roku do Daniluków zajrzał też jeden z sowietów.
Ojciec pomagał wszystkim. Kiedy mama gotowała obiad, prosił:
-Nagotuj więcej, może ktoś głodny zajrzy do nas.
Był styczeń 1943 roku, Wigilia. Późnym wieczorem zastukał ktoś do drzwi. Ojciec zobaczył dwóch młodych Żydów. Pauter Łopata i Izaak Kuchlinski szli z Zabludowa. Uiszczając opłatę, znajdowali nocleg w domach zamieszkałej pod Białymstokiem ludności. Chcieli się ogrzać, coś zjeść. Przekąsiwszy, zapytali czy mogą przenocować. Ojciec bał się, wiedział, czym to może grozić. Jednak zgodził się przetrzymać ich u siebie do rana. Rano wędrowcy poprosili o to, czy mogą pozostać u nas dłużej. Kilka dni przekoczowali na poddaszu. Drewniany sufit skrzypią od ich ciężaru, zdradzał ich obecność, dlatego przenieśli się do stodoły. Łopata chciał pozostać w białostockim getcie, ale wytrzymał tam tylko tydzień. Głód, a do tego trzy rodziny w jednym pokoiku. Nie było gdzie spać, nie było nawet gdzie usiąść. Łopata ponownie wrócił do nas, do ojca. Ten polecił im się tak ukryć, żeby nikt ich nie spostrzegł. Dwa dni po likwidacji białostockiego getta do domu Daniluków zapukało kolejnych dwóch Żydów. Drzwi tym razem otworzyła im mama, bo ojciec akurat pracował na polu. Branson i Fliker przyjaźnili się z Pauterem Łopatą i chcieli również schronić się pod dachem Danilów.
– Gdzie ja was ukryje, czym nakarmię, – zapytał zakłopotanym głosem ojciec. W tych czasach można było mielić taką ilość zboża na mąkę, która była dokładnie wyliczona na rodzinę.

Mężczyźni wykopali w stodole jamę i wyłożyli ją deskami, przeznaczonymi na budowę nowego domu. W tej jamie siedzieli za dni, zaś wieczorem pojawiali się na krótko w domu, żeby się umyć i coś zjeść. Niemieccy żołnierze często jeździli na rowerach do wioski, wymuszali jajka, mleko, to co było w domu. Mama wystawiała przed dom koszyczek z darami, żeby jak najszybciej pozbyć się niebezpieczeństwa. I tak doczekaliśmy się wyzwolenia. Wszyscy bardzo się radowali. 17-letnia siostra Luba wtedy powiedziała: „Teraz to my będziemy żyli wiecznie”.
W Białymstoku szybko zaczęło organizować się żydowskie życie. Okazało się, że całkiem sporo Żydów ocalało dzięki okolicznej ludności chrześcijańskiej. Żydowski komitet miał swoją siedzibę na ulicy Mińskiej, nieopodal parku Centralnego. Niedługo po tym, podziękowawszy rodzinie Daniluków za ocalenie, wyruszyli tam „ich podopieczni”. Łopata pożyczył od Włodzimierza jedną z trzech krów, żeby ją sprzedać i mieć za co rozpocząć swoją własną działalność handlową. Kuchlinski wrócił do Zbłudowa. Chciał, by zwrócono mu jego dom i młyn. Wiosną 1945 roku kontakt z nim urwał się całkowicie. Pani Raisa myśli, że został zabity przez jedną z wielkich band. Branson – trzeci z czwórki podopiecznych rodziny Włodzimierza Daniluka, otworzył wspólny handlowy interes z kolegą, który doczekał końca wojny we własnej chacie na Młynowej, oddanej w ręce byłej służącej rodziny. Czwarty – Fliker – rozkręcił biznes z Łopatą. Osiedlił się na ulicy Piwnej, w domu kuzyna Łopaty. W czasie wojny mieszkała tam Rosjanka, która zdecydowała się wrócić do ojczyzny, zwalniając przy tym żydowski dom. Sklep otworzono na ulicy Mazowieckiej. Przyjacielskie kontakty między rodziną Daniluków a byłymi podopiecznymi rozkwitały. Spotykali się oni we wiosce jak i w białostockich mieszkaniach.
W 1945 roku prawosławna Wielkanoc wypadła bardzo późno, bo aż 6 maja. Na drugi dzień świąt do rodziny Daniluków, jak zawsze, przyjechało mnóstwo gości. Łopata i Fliker przywieźli ze sobą sowieckiego żołnierza, z którym razem mieszkali. Jego wojenna część znajdowała się na ulicy Ogrodowej. Przybyła też cioteczna siostra z mężem i 4-letnim synem. Siedząc przy świątecznym stole, wspominali czasy okupacji. Potem do towarzystwa dołączył jeszcze brat cioteczny z kolegą. Kolega – prosty wioskowy mężczyzna, nie zaglądał tu nigdy wcześniej, zwrócił uwagę zebranych gości. Raptem ktoś zapukał do okna.
– Kto tam? – zapytał ojciec.
– Policja z Białegostoku, zgubiliśmy się, wskażcie nam drogę.
-Będę już szedł, odprowadzę ich – niespodziewanie odezwał się kolega brata ciotecznego.
Ojca zastrzelono w drzwiach. Potem zabili siostrę Lubę, Flikera, sowieckiego żołnierza. Zranili również schowanego pod łóżkiem Łopatę, postrzelili Raisę i matkę. Dzieci – brat Raisy Włodzimierz i syn ciotecznej siostry już spali. Ciała zbitych i śpiących dzieci oblano benzyną i podpalono ze słowami:
-Niech się wypali krew kacapska i żydowska.
Pani Raisa nie może powstrzymać łez. Stojąc w oknie zawładniętej przez ogień chaty, Raisa modliła się tylko o szybką śmierć. W pewnym momencie usłyszała głos matki, jaka jedną ręką wzięła z kuchni wiadro wody i polała wodę po chacie. Jedną ręką wyniosła do sionek dziecko, wróciła po drugie. Krzyczała do Raisy, by ta pomogła wynieść jej z domu zabitych, ta jednak z bólu nie potrafiła zrobić ani jednego kroku. W sionkach leżała jeszcze żywa siostra Luba. Zdążyła tylko powiedzieć: „Mamo kochana, ja już umieram”. Jej ciało razem z Łopatą zdołali wynieść z sieni na wóz. Była jedyną, jakiej nie pochłonął ogień. Niewiadomym pozostaje, w jaki sposób uniknął śmierci mąż ciotecznej siostry. Ciało zamordowanej żony i syna wyniósł on do domu sąsiadów. Spłonął dom, stodoła i chlew ze wszystkimi zwierzętami. Raisa po dziś dzień ma oparzenia na twarzy, rękach, uszach i plecach. Raisa razem z matką poszły przenocować do sąsiadów Śliżeckich. Na drugi dzień zawieziono ich do szpitala na ulicę Warszawską. Uczynił to ich znajomy Andrzej z Wojszek. Raisę pozostawiono w szpitalu miesiąc, natomiast matkę wypisano po czterech miesiącach leczenia. Strach i obawa przed polskim mundurem pozostał w pani Raisie już na zawsze.
Raisa z matką poszły żyć do siostry ojca, do jednego pokoiku na poddaszu. By wyuczyć córkę, matka Pani Raisy myła cudzym ludziom bieliznę i sprzątała ich domy. Raisa dorabiała ucząc niepiśmiennie dzieci, które mieszkały w tej samej wiosce.
Taki oto los rodziny Daniluków zgotowali członkowie Narodowych Sił Zbrojnych – Antoni Rutkowski, pseudonim „Orzeł”, mieszkaniec sąsiedniej wioski Skrybicze oraz jego namiestnik Edward Korolczuk z Dojlid.
-Tacy ludzie otrzymali rekompensacje za to, że posadzono ich do więzienia – z goryczą w głosie mówi Pani Raisa. Osądzono ich na 10, 15 lat, ale w wyniku amnestii odbyli odpowiednio tylko po 2, 3 lata kary.
W izraelskich mediach w sprawie mordu z Soliczek było głośno. Mieszkańcy Solniczek dobrze znali cała tą historię, ale nikt nie miał odwagi mówić o niej głośno. Bolesne wspomnienia po dziś dzień męczą panią Raisę. Tyle lat pani Raisa czekała, aby wybawić się od tych dramatycznych wspomnień, dzień po dniu tracąc nadzieję i wiarę w ludzką dobroć i sprawiedliwość…

Szturmem na komendę czyli narodowe konfitury

Cały czas wałkujemy sprawę  wegańskich knajp w Gdańsku i odpowiedzialnych za nią  szczurmowców.

Tak jak przypuszczaliśmy, oświadczenie wydane przez „Szturmowe Pomorze” było jedynie oznaką tego, że faszystom pali się grunt pod nogami.

Policja zatrzymała całą trójkę  nazioli odpowiedzialnych za te akty wandalizmu.

I tu teraz zaczyna się najciekawsza część historii.  Dwoje zatrzymanych – kobieta i mężczyzna – mają już postawione zarzuty… A trzeci, najstarszy z nich zeznaje w charakterze świadka.

Kolejny raz nacjonalistyczna patologia pokazuje, że obce są im jakiekolwiek uliczne zasady, a wrazie wpadki najlepiej wkopać swoich ziomków z ekipy.

Dla nas jest to kolejna okazja do śmiechu z was rozjebusy.

Oprócz tego, że jesteście faszystowskimi śmieciami to jeszcze kolejny raz dajecie dowód na to, że zawsze można napisać o was coś gorszego…

I żeby była jasność – ACAB i FCK NZS.

Bez pozdrowień faszystowscy konfidenci.

 

Szturmowcy się zesrali i śmierdzi…

Po atakach na wegańskie knajpy w Gdańsku wybuchła medialna wrzawa. Zaraz po ukazaniu się  wpisu na naszej stronie o zaatakowaniu trzech restauracji w Trójmieście przez szczurmowców w środku nocy, zaczęły pisać o tym media w całym kraju.

„Szturmowe Pomorze” widząc co się dzieje wydało na swojej stronie na facebooku oświadczenie w którym całkowicie odżegnuje się od ataków na wegańskie knajpy i aktów wandalizmu…

W swoim oświadczeniu zamieścili  farmazony o tym, że nie działają w ten sposób, że ich działoność opiera się na czymś z goła innym. Napisali o swojej rzekomej charytatywności. Pomijając fakt, że całe to oświadczenie szczurmowców jest wyssane z palca chcielibyśmy wyjaśnić parę rzeczy.

Szczurmowcy napisali , że za atakiem zapewne stoją albo sami właściciele knajp , albo antyfaszyści. Nie oni.

W takim razie jak wyjaśnicie fakt przyklejenia plakatów wydawanymi przez Was vlepkami? Co by nie mówić nie są to naklejki , które można kupić w pierwszym lepszym sklepie. Za ich wydawanie jesteście odpowiedzialni wy.

Gdyby plakaty były przyklejone tylko taśmą to może jakiś przychlast kupiłby wasze bajki i łyknął to jak pelikan rybę, ale wy postanowiliście przykleić te plakaty wydawanymi przez Was vlepkami.

Nigdy nie można było powiedzieć o Was że jesteście rozgarnięci czy inteligentni, więc taka akcja wcale nie może dziwić.

To, że gdy grunt pali Wam się pod nogami to zesraliście się przed odpowiedzialnością i konsekwencjami też nie jest dziwne.

Czas na Szturm obesrańce! 🙂

Szczurmowcy atakują

Parę dni temu autonomiczni nacjonaliści i szczurmowcy  przeprowadzili rajd po alternatywnych miejscówkach we Wrocławiu. Z kolei wczoraj w nocy szczurmowcy zaatakowali w Gdańsku.

Jako cel wybrali sobie… wegańskie knajpy. Nie wiemy co to ma wspólnego z  ich walką o faszystowski ustrój państwa. Jak widać weganizm  stał się dla neofaszystów symbolem  szeroko pojętego lewactwa.

Co ciekawe szczurmowcy zaatakowali w typowy dla siebie sposób , w środku nocy – jak zaplute szczury,  którymi zresztą są.

Atak na knajpy był skoordynowany, szczurmowcy osprejowali elewacje jednej z restauracji.

Zjawisko szczurmowców, jest w Polsce coraz bardziej powszechne. Co radykalniejsi członkowie ONR i bojówek kibolskich wybierają idee  stricte faszystowskie.

Co ciekawe – prawicowy terrorysta z Nowej Zelandii, opatrzył swój manifest Czarnym Słońcem , którego z lubością używają nasi rodzimi szczurmowcy.

Całość wynurzeń tego faszystowskiego troglodyty z Nowej Zelandii, którą zawarł w swoim manifeście bardzo przypomina ideologię szerzoną przez pismo Szturm i jego czytelników, tzw.  radykalnych nacjonalistów dla których konotacje z faszyzmem i  jawne odwołania do włoskiego systemu totalitarnego to nic złego a nawet powód do dumy.

 

W czasach moralnej zgnilizny antyfaszyzm jest obowiązkiem

Co to jest moralność nie trzeba chyba pisać. Po krótce – jest to zbiór zasad, które określają, co jest dobre, a co złe.

Obecnie w naszym kraju zapanowały czasy moralnej zgnilizny.

Nacjonalistyczna hydra nie wzięła się znikąd. To my – społeczeństwo jesteśmy za to odpowiedzialni.

W latach 90’tych skala i rozmach działań skrajnej prawicy w Polsce były bardzo podobne. Może jedynie znacznie brutalniejsze.  Naziole często dopuszczali się morderstw. Obecnie aż tak źle nie jest. Ale tylko jeżeli chodzi o brutalność skrajnej prawicy.

Wtedy, w latach 90’tych udało się faszystów zatrzymać.

Dzisiejsza „moda na nacjonalizm” także powoli zmierza ku końcowi. Całe szczęście.

Ale wróćmy do genezy tego dzisiejszego boomu na nacjonalizm. Skąd to się wzięło? Nasza władza przyłożyła do tego parę cegiełek. Jeszcze nawet za rządów liberałów z PO, masowo wypuszczano w kinach „gnioty” , które promowały patriotyzm (1920 bitwa warszawska czy inne szmiry). Państwo dotowało takie gówniane produkcje.  Wszechobecny „patriotyzm” na każdym kroku.  Piszemy to w cudzysłowiu, bo z prawdziwym patriotyzmem to niewiele miało wspólnego.  A pokazywanie na każdym kroku polskiej młodzieży tego typu filmów poskutkowało tak jak poskutkowało. Co głupsi połkneli bakcyla na słowo patriotyzm , nie rozróżniając w ogóle czym on się różni od nacjonalizmu. W efekcie masa debili zaczęła się jarać jakimiś nacjonalistycznymi gównami.

W ten sposób liberałowie z PO ukręcili też bicz sami na siebie, bo lata siania ‚patriotycznej propagandy’ podawanej jako zjadliwa papka dla każdego poskutkowały radykalizacją młodzieży i przesunięciem życia politycznego na prawą stronę.

To że ludzie pozwolili zaistnieć takiemu terminowi jak „żołnerze wyklęci” – co było prawicową manipulacją – to był już skrajny idiotyzm. A przecież ktoś musiał to w takiej formie kupić. Kupiły media.  Prawicy udało się sprzedać takie określenie w odniesieniu do wszystkich żołnierzy podziemia antykomunistycznego – nie ważne czy byłych AKowców (z których część miała poglądy socjalistyczne i wcześniej należała do PPSu) , czy  jakichś nacjonalistycznych śmieci z NSZ.

I było jeszcze mase podobnych, drobnych błędów, oddawania pola prawicy tu i tam. Wszystko to zaprocentowało – na niekorzyść dla nas, ludzi lewicy.

Obecnie jak się na to wszystko patrzy to aż brakuje słów.

Kraj absurdów.

Nacjozjeby zajmują się sraniem pod drzwiami bibliotek , rozwalaniem lodówek, rozpędzaniem akcji gdzie rozdaje się jedzenie potrzebującym…

I jednocześnie określają się jako ci którzy walczą o „wolną Polskę”  ( pytanie od czego wolną, bo chyba od rozumu) , jako patrioci.

Anarchiści zajmują się w tym czasie tym czym zajmowali się cały czas- pomocą wzajemną, rozdawaniem żywności, blokowaniem eksmisji na bruk, walką o prawa pracownicze.

W tym samym czasie IPN – prawicowa tuba propagandowa, która z rzetelnymi historykami ma tyle wspólnego co ja z papieżem – zmienia swoje stanowisko w sprawie zbrodni „Burego”.

Podłe czasy…

Narodowcy są chronieni przez obecnie rządzącą partię, rozdaje się im nawet stanowiska w ministerstwach.

Nawet psy przyznają przed kamerami , że neofaszyści są teraz nie do ruszenia – bo teraz to patrioci.

Bycie antyfaszystą w takich czasach to bardzo charakterna rzecz. Ale i obowiązek nas wszystkich. Być może jesteśmy ostatnimi, którzy posiadają jakąkolwiek moralność.

Bohaterskie akcje nacjozjebów

W ciągu ostatnich dni  we Wrocławiu odnotowano szereg ataków na miejsca alternatywne, powiązane z lewicą a nawet z liberałami.  Za tymi atakami stoją tzw. autonomiczni nacjonaliści  oraz ich aryjscy bracia szturmowcy (potocznie nazywani szczurmowcami).

Nacjonalistyczne ścierwo nie może  się pogodzić z tym , że miasto Wrocław rozpędziło niedawno ich brunatny spęd, któremu to przewodziła ta zapluta szuja – były duchowny Międlar.

Nadodrzańska „Wspólna lodówka” napisała na swoim profilu na facebooku:

„Przedwczoraj na naszej bramie pojawily się nienawistne napisy. Wczoraj ukazaly sie w prasie artykuły na ten temat. To nie był wiatr. To ludzie.”.

Tak. Właśnie tak. Nacjonalistyczna hołota zaatakowała… lodówkę.

‚Wspólna lodówka na Nadodrzu’ to ciekawa inicjatywa. Lodówka była wystawiona na zewnątrz, każdy głodny lub potrzebujący mógł z niej skorzystać – wziąć akurat to co było w środku do jedzenia. Zaspokoić głód.

Ale już nie może. Bo jakiś debil jeden z drugim , zaszczany szczurmowiec – zniszczyli lodówkę. Co im ona przeszkadzała?

Teza że narodowcy to mentalna i ideowa dzicz stała się faktem.

Jak nie przeganiają ludzi rozdających jedzenie potrzebującym – tak jak to miało miejsce w Wałbrzychu,  to srają pod Wolną Biblioteką (anarchistyczna biblioteka we Wrocławiu) , jak nie srają to niszczą wspólne lodówki. No po prostu polska husaria w natarciu.

 

Dlaczego radykalny antyfaszyzm?

Antyfaszyzm to sprzeciw wobec idei nacjonalistycznych. Ale także bardzo szerokie spektrum.  Antyfaszyzm może być apolityczny,  liberalny czy też radykalny. Cel jest jeden – zatrzymanie faszystów. Przeciwdziałanie faszyzmowi.

Natomiast wizje tego jak to robić są już zupełnie rozbieżne.  No i to co powoduje poszczególnymi antyfaszystami.

Kiedyś liberalny antyfaszyzm skupiał się w okół środowiska Gazety Wyborczej, dzisiaj są to Obywatele RP itp wynalazki.

Radykalny antyfaszyzm – wywodzi się ze środowiska lewicy – są to  zarówno anarchiści jak i socjaliści.

Dla nas – radykalnych antyfaszystów – to nie tylko sam faszyzm jest problemem.  Postępująca faszyzacja życia publicznego i politycznego wynika z kryzysu kapitalizmu.

Cechuje nas antykapitalizm, gdyż uważamy, że w świecie bez kapitalizmu nie byłoby również miejsca na nacjonalizm.

To kapitalistom, tym obrzydliwym wyzyskiwaczom, zależy abyśmy na imigrantów patrzyli nieprzychylnie. Gdy oni pomnażają swoje profity zbójecko wyzyskując klasę pracującą – my tyramy całymi dniami żeby jakoś żyć.

Zdaniem prawicy pracownik fizyczny ma więcej wspólnego ze swoim szefem ze względu na to samo pochodzenie etniczne niż z jakimś innym pracownikiem fizycznym z innego kraju. My tego nie kupujemy. Nie mamy nic wspólnego z uprzywilejowaną bogatą mniejszością. To że też są Polakami -jak my- jakoś w ogóle nas nie kręci.  Uważamy że zdecydowanie więcej łączy nas  z mieszkańcami innych krajów, którzy harują tak samo jak my, w takich samych pracach, tak samo poświęcając życie na pogoń za chlebem.

DUMA KLASOWA, NIE NARODOWA.

Nacjonalizm zawsze potrzebny był elitom, nigdy nie był czymś oddolnym.

Ruchem prawdziwie oddolnym , prawdziwie społecznym jest anarchizm.

Kolejną ważną rzeczą cechującą radykalny antyfaszyzm  jest to, że nie chowamy głowy w piasek. Pokojowymi metodami nikt nigdy faszystów nie pokonał. Liberalny antyfaszyzm jest medialny ale nie jest skuteczny. To że środowiska Gazety Wyborczej w 2009 czy 2010 wygwizdały faszystów nie przyczyniło się do spadku zainteresowania ruchami nacjonalistycznymi w tym kraju. Tak samo Obywatele RP z białymi różami nie są  czymś co zatrzyma faszystowski pochód.

Radykalny antyfaszyzm nie jest pokojowy. Nie jesteśmy Jezusem żeby nadstawiać drugi policzek. W razie czego nie boimy się konfrontacji fizycznej z faszystami, czy użycia wobec nich sprzętu. Nie działamy wobec nich honorowo bo i oni nigdy nie byli honorowi. Faszyści są wrogiem którego trzeba tępić. W każdy możliwy sposób i wszystkimi dostępnymi środkami.