Konflikt w Czarnogórze oczami antyfaszysty

Konflikt polityczny w Czarnogórze okiem antyfaszysty.


Obecna napięta sytuacja polityczna w Czarnogórze przykuwa uwagę regionalnych, ale
też światowych mediów. Zaostrzenie atmosfery pojawiło się po wyborach parlamentarnych 30
sierpnia, w których do głosu doszła proserbska opozycja podkreślająca w swojej kampanii
wyborczej wątki wielkoserbskiej hegemonii i sui generis antyzachodniej krucjaty, które z kolei
pociągnęły za sobą powyborcze zamieszki związane z napadami na mniejszości narodowe i
wyznaniowe. Zrozumienie konfliktu politycznego w Czarnogórze wymaga przedstawienia
genezy podziałów społecznych i politycznych. Obecny konflikt jest bowiem pokłosiem ponad
stuletniego podziału, który tyczy się fundamentalnych kwestii tożsamościowych.
Czarnogórska scena polityczna opiera się na pytaniu być albo nie być na mapie Europy,
gdzie za niepodległością opowiadają się tradycyjnie Czarnogórcy i mniejszości narodowe, a
przeciwko niej są Serbowie. Tak też wygląda podział polityczny i społeczny, który zasadza się
na dwóch wzajemnie zwalczających się blokach. Z jednej strony mamy tych, którzy akceptują
niepodległość, symbole, hymn itd. z drugiej tych, którzy nie uznają państwa i negują w ogóle
istnienie narodu i języka czarnogórskiego oraz dla których macierzą jest Serbia. Sytuacja, w
której przez 30 lat przewija się jeden i ten sam temat kto jest kim i jak się deklaruje na spisie
powszechnym, zamiata pod dywan pozostałe arcyważne kwestie związane np. z gospodarką
czy kwestiami równościowymi. Jednak zaogniający się konflikt wewnątrz społeczeństwa nie
wziął się znikąd…
Omówmy kilka kwestii pokrótce i przedstawmy kilka faktów. Nie będę pisał
szczegółowo o zamierzchłej historii Czarnogóry, ponieważ nie to jest przedmiotem tekstu.
Pierwszą ponadplemienną organizacją polityczną o charakterze państwa na terenach
czarnogórskich jest Królestwo Ilirii (Iliria) funkcjonujące w latach 380 p. n. e. – 168 p.n.e. Sami
Ilirowie osiedlili się na Bałkanach jeszcze w epoce brązu pod koniec II tysiąclecia p .n. e.
Początek czarnogórskiej państwowości datuje się na połowę IX w., kiedy powstało Księstwo
Duklji (od 1077 r. Królestwo Duklji) pod rządami czarnogórskiej dynastii Vojisavljevići.
Czarnogórska państwowość była kontynuowana jako Królestwo Zety pod rządami dynastii
Balšići (1360 – 1421) i dynastii Crnojevići (1451 – 1498/1530 – ostatni władca Staniša [Hamza]
rządził jako zislamizowany osmański namiestnik). Imperium Osmańskie nigdy nie podbiło
Czarnogóry w sensie administracyjnym tzn. nie zdobyło jej ośrodka rządowego, który mieścił
się na górze Lovćen. Czarnogóra w okresie dominacji tureckiej, jak i po uzyskaniu niepodległości po kongresie berlińskim (13 lipca 1878 r.) do 1918 r. włącznie rządzona była
przez teokratycznych władyków Czarnogórskiego Kościoła Prawosławnego z dynastii
Petrović-Njegoš. We wszystkich znanych dokumentach i źródłach historycznych Czarnogóra
do pierwszych dekad XIX w. określana jest właśnie tym mianem (Crna Gora/Montenegro), a
jej mieszkańcy jako Czarnogórcy (Crnogorci). Począwszy od źródeł bizantyjskich w X w.
Duklja przedstawiana jest jako osobny etnos, zaś za rządów dynastii Crnojević kraj znany jest
już powszechnie jako Czarnogóra. Sytuacja zmienia się w latach 30. XIX w. Otóż w latach
1830 – 1851 teokratycznym władcą Czarnogóry zostaje Piotr II Petrović-Njegoš. Otóż Piotr II
Petrović-Njegoš był następcą Piotra I – zasłużonego czarnogórskiego władcy i świętego
Czarnogórskiego Kościoła Prawosławnego. Piotr II w młodym wieku pobierał naukę u
prywatnych nauczycieli, wśród których największą rolę odegrał Sima Milutinović Sarajlija. Był
on serbskim agentem i ideologiem rodzącego się wówczas wielkoserbskiego nacjonalizmu. W
1844 roku bowiem premier Księstwa Serbii Ilija Garašanin wydaje dokument zatytułowany
Načertanije, w którym nakreślił wizję Wielkiej Serbii. Celem życiowym Milutinovića Sarajliji
było szerzenie ideologii o nazwie „serbskość”. Piotr II stał się ofiarą prania mózgu i natchniony
wierutnym kłamstwem jakoby Czarnogórcy pochodzili od Serbów realizował do końca swoich
dni antyczarnogórskę politykę Wielkiej Serbii. Największym historycznym paradoksem w
historii Czarnogóry jest fakt, że zakłamane i pisane pod dyktando ideologii wielkoserbskiej
dzieło Piotra II pt. Górski Wieniec jest obecnie epopeją narodową Czarnogóry, co, jak nie
trudno się domyślić, wpłynęło znacznie na narodową tożsamość ludności czarnogórskiej,
fałszując ją do szpiku kości. Stało się tak również dlatego, że w XIX w. Czarnogórcy byli
prawie w całości analfabetami, wskutek czego tworzyli podatny grunt do szerzenia prostej w
swoim przekazie wielkoserbskiej ideologii. Piotr II przeszedł do historii jako władca całkowicie
zserbizowany i jako zwolennik bezwzględnej eksterminacji „poturczeńców“, czyli ludności
muzułmańskiej. Niekwestionowanym jest, że Piotr II wymyślił serbską narodowość
Czarnogórców. Wielkoserbska ideologia wywierała również kolosalny wpływ na świadomość
narodową Czarnogórców w wieku XX, zwłaszcza w okresie serbskiego terroru po likwidacji
państwowości czarnogórskiej w 1918 r., a także podczas wojny domowej w byłej Jugosławii w
latach 90. ubiegłego wieku, co według czarnogórskiego historyka Savo Brkovicia
doprowadziło w konsekwencji do „narodowego niewolnictwa Czarnogórców”.
W historii Czarnogóry istniały różne metody serbizacji Czarnogórców. Były one
realizowane ze strony serbskich historyków, Serbskiego Kościoła Prawosławnego, a także ze
strony władz Serbii. Czyniono wysiłki aby uwierzytelnić wielkoserbską ideologię poprzez np. wprowadzanie kultu cara Łazarza bądź św. Sawy, którzy z historią Czarnogóry nie mieli
absolutnie nic wspólnego. Działania mające dowieść jakoby Czarnogórcy pochodzili od
Serbów zostawiły w świadomości narodowej sporej części Czarnogórców trwały i negatywny
ślad po dziś dzień. Dopiero od 2006 r. tj. od momentu odzyskania niepodległości w
Czarnogórze rehabilituje się miejscowych bohaterów, którzy zginęli w walkach z serbskimi
oddziałami, a także dzięki temu, że centralne drukarnie nie znajdują się już w Belgradzie,
można pisać o wydarzeniach i postaciach, o których przedtem nie można było pisać.
Wskazanie powyższego zjawiska jest konieczne dla zrozumienia aktualnej
skomplikowanej sytuacji w Czarnogórze. Scena polityczna podzielona jest na dwa bloki
proczarnogórski i proserbski. Podział ten jest identyczny jak ten po zakończeniu I wojny
światowej w 1918 r. I tu dochodzimy do kolejnej kluczowej sprawy dla zrozumienia
współczesnego konfliktu. Czarnogóra jako jedyne państwo ententy tj. zwycięskiej koalicji
straciła swoją niepodległość w 1918 r. Nastąpił wówczas podział na zielonych i białych, z czego
zieloni to byli Czarnogórcy opowiadający się za niepodległą Czarnogórą, a biali to
zserbizowani Czarnogórcy (można by ich porównać do volksdeutschów w Polsce podczas II
wojny światowej), którzy domagali się połączenia z Serbią. Po nielegalnym ogłoszeniu
włączenia Czarnogóry do Królestwa Serbii w 1918 r., wybuchło powstanie narodowe znane
jako powstanie bożonarodzeniowe (6 stycznia 1919 r.). Powstanie zostało brutalnie stłumione,
po czym nastąpił, jak to określa czarnogórska historiografia, serbski terror. Wyłapanych
powstańców torturowano, zabijano i profanowano ich ciała. W ramach represji okupanci spalili
6000 gospodarstw domowych, a liczbę zabitych Czarnogórców szacuje się na 9000. Nazwa
„Crna Gora” zlikwidowano całkowicie z podziału administracyjnego.
Po 1990 r. życie polityczne Czarnogóry opiera się z jednej strony na sloganie „Nigdy
więcej 1918 r.”, „Czarnogóra nigdy nie będzie wybrzeżem serbskiego morza”, a z drugiej
strony „Czarnogóra – serbska Sparta”, „Czarnogóra – serbska ziemia”. itp. Ale po kolei. Wraz
z rozpadem Jugosławii, Czarnogóra została w jej składzie tworząc tzw. małą Jugosławię, która
przetrwała do 2002 r. Od roku 1990 całym krajem rządzi Demokratyczna Partia Socjalistów
Czarnogóry, będąca nieprzerwanie u władzy po dziś dzień. Jest to jedyny taki przypadek w
Europie, żeby po transformacji ustrojowej nieprzerwanie rządziła jedna i ta sama partia, a
właściwie jeden człowiek, który stoi na jej czele. Początkowo partia ta była powściągliwa w
retoryce niepodległościowej, którą to retorykę prezentowali liberałowie na czele ze Slavko
Peroviciem. Sytuacja zmienia się w 1997 r. kiedy to polityka Slobodana Miloševicia sięga
szczytu kompromitacji, a sam Milošević traci w niebywałym tempie popularność. W 1997 r. Milo Đukanović w wyborach prezydenckich pokonuje lojalnego wobec Belgradu Momira
Bulatovicia i dokonuje radykalnej zmiany nurtu z polityki unionistycznej (projugosłowiańskiej)
na proniepodległościową i prozachodnią. Od tej chwili DPS stanie się główną siłą nawołującą
do zerwania z Belgradem i rozpisania referendum niepodległościowego, a sam Đukanović
zostanie uznany za ojca niepodległości. 21 maja 2006 r. Czarnogóra przywróciła niepodległość,
a za niepodległością głosowało 55,5% obywateli. Wyniki referendum pokrywają się idealnie z
mozaiką narodowościową Czarnogóry. Za niepodległością głosowały mniejszości narodowe:
Boszniacy, Albańczycy, Chorwaci, Romowie oraz większość Czarnogórców, a za unią z Serbią
głosowali Serbowie i zserbizowani Czarnogórcy. Gdyby nie zaangażowanie mniejszości
narodowych, Czarnogóra nie istniałaby w ogóle jako państwo. Po uzyskaniu niepodległości
niezależne czarnogórskie instytucje rozpoczęły ofensywę na rzecz języka czarnogórskiego,
popularyzacji i rehabilitacji osób, które walczyły o niepodległość w 1918 r. (np. gen. Krsto
Popović) oraz podjęły wysiłki na rzecz walki o „re-montenegryzację” Czarnogórców, czyli o
powrót do korzeni i pokonanie serbskości w umysłach Czarnogórców. Zważywszy na fakt, iż
przekonanie o serbskości Czarnogórców było propagandowo forsowane przez 150 lat i tak
uczono całe pokolenia, jest to nie proste wyzwanie.
Rządzący krajem 30 lat DPS przedstawia się jako partia proczarnogórska i w ostatnich
kilkunastu latach razem z mniejszościami narodowymi tworzył koalicję rządzącą. Z drugiej
strony mamy proserbską opozycję, której głównym ugrupowaniem politycznym jest Front
Demokratyczny. Jeżeli jednak spojrzymy na to, które partie polityczne wchodzą w skład owego
frontu to znajdziemy tam Nową Serbską Demokrację (najsilniejsza z nich), ale również Partię
Serbskich Radykałów Vojislava Šešelja, obywatela Serbii sądzonego w Hadze za zbrodnie
wojenne. Te dwa bloki całkowicie się izolują i nie może być mowy jakimkolwiek dialogu.
Przede wszystkim jedna strona akceptuje niepodległość państwa, a druga ją kontestuje. Druga
strona w ogóle nie uznaje również języka ani istnienia odrębnej narodowości. Partie
mniejszości narodowych zdają sobie z kolei doskonale sprawę, że lepiej jest im z
Czarnogórcami niż z Serbami, pod czyich rządami mogłaby ich czekać czystka etniczna.
Rządzący DPS zbudował swój kapitał polityczny na hasłach o niepodległości i
późniejszej jej obronie. Wielokrotny prezydent i premier kraju oraz aktualny szef partii Milo
Đukanović, nazywany władcą Czarnogóry, przy każdej kampanii wyborczej wyciąga asa z
rękawa pod nazwą „czetnicy“ i „serbscy ekstremiści“ mobilizując elektorat do głosowania w
obliczu strachu, że ci drudzy chcą nam zabrać państwo. To samo w kółko powtarzają pozostali
politycy partii rządzącej z obecnym premierem Duško Markoviciem włącznie. Nie możnaodmówić racji takiemu stanowisku, jednak dyskurs polityczny ograniczający się do motywu
Czarnogórcy vs Serbowie czy patrioci vs zdrajcy, zabija szeroki dialog polityczny o
kluczowych kwestiach dla zwykłych ludzi. Opozycja zaś przez całe trzy dekady, a zwłaszcza
przez ostatnie 14 lat niepodległości kraju, nie pomagała sobie w wytworzeniu pozytywnego
wizerunku politycznego. Eksponowanie portetów Ratka Mladicia i Radovana Karadžicia,
ocieplanie wizerunku czetników, maszerowanie z obcymi barwami narodowymi czy mówienie
o „serbskim morzu” czy „połączeniu rdzennych serbskich ziem” wywołuje w przeciętnym
Czarnogórcu, bardzo delikatnie mówiąc, niesmak. Co mają za to powiedzieć muzułmańscy
Boszniacy, którzy przetrwali gehennę ludobójstwa kiedy widzą na portretach osoby
odpowiedzialne za wymordowanie ich rodzin? Co mają powiedzieć Albańczycy, którzy widzą
gloryfikatorów ich oprawców w Kosowie? Taki układ sił doprowadza do tego, że przeciętny
obywatel, który nawet nie popiera partii rządzącej i tak na nią zagłosuje, ponieważ nie chce
dopuścić do powrotu ideologii, która w latach 90-tych doprowadziła do potwornych masakr na
Bałkanach. W ten sposób DPS przez tyle lat utrzymywał się na władzy, przykrywając różne
afery czy oligarchizację władzy patetycznymi hasłami o obronie tożsamości przed serbskim
ekstremizmem. Przy czym należy obiektywnie oddać rację DPS-owi, że dzięki rozsądnej
polityce władzy w latach 90-tych, tym, że nie dała wplątać Czarnogóry w wir wojenny jaki
wówczas istniał, że w konsekwencji postawiła się twardo reżimowi Miloševicia, uchroniła kraj
przed interwencją NATO i pożogą wojenną, które przyniosłyby tragiczne konsekwencje.
Wpuszczenie do Czarnogóry ponad 30-tysięcy uchodźców z Kosowa bez zgody władz
belgradzkich było już tylko przypieczętowaniem uniezależnienia się od nacjonalistycznego
reżimu wojennego.
Podziały polityczne w Czarnogórze są tożsame z wynikami spisu powszechnego. Nie
jest to niczym dziwnym w krajach byłej Jugosławii. Na podstawie spisu powszechnego
przeprowadzonego w 2011 r. Czarnogórcy stanowią 44,98% populacji kraju, Serbowie 28,73%,
Boszniacy (Muzułmanie) 12%, Albańczycy 4,91%, Romowie 1%, Chorwaci 0,97%, Bałkańscy
Egipcjanie 0,33%. Jeśli chodzi o religię to 72,07% ludności wyznaje prawosławie, 19,11%
islam sunnicki, 3,44% katolicyzm, 2,61% się nie zadeklarowało, 1,24% to ateiści.
Czarnogórcy to prawosławni i w mniejszym stopniu muzułmanie, Serbowie są
prawosławni, Boszniacy to muzułmanie, Albańczycy to muzułmanie i katolicy, Romowie to
muzułmanie, Chorwaci to katolicy, a Bałkańscy Egipcjanie podobnie jak Romowie wyznają
islam. Dochodzi tu tylko kwestia podziału wewnątrz samych prawosławnych. Do 1918 r. w
Czarnogórze istniał tylko Czarnogórski Kościół Prawosławny (CPC), który był autokefalny.

Wraz z serbską agresją i okupacją kraju, CPC zostało anektowane przez Serbski Kościół
Prawosławny (SPC), wszystkie jej nieruchomości przejęte, a księża, którzy nie chcieli wyrzec
się czarnogórskości trafiali do byłych tureckich kazamat. Formalnie CPC został zlikwidowany
dekretem króla Aleksandra Karađorđevicia w 1920 r. Wraz z odrodzeniem narodowym, CPC
zostaje wskrzeszona w 1993 r., a czarnogórski władyka Abramije wraca do ojczyzny z USA.
Od tego momentu trwa konflikt między CPC a SPC. CPC na czele z metropolitą Mihailo uważa,
że jest prawowitym kościołem w kraju w odróżnieniu od okupanta jakim jest SPC, zaś SPC na
czele z mitropolitą Amfilohije nazywa ich sekciarzami, a na samego Mihaila nałożono klątwę.
Wraz z niepodległością Czarnogóry CPC zaczął przejmować zrabowane nieruchomości od
SPC, jednak najważniejsze świątynie wciąż są w rękach serbskiego kościoła, który nie zamierza
ich oddać. Jak nie trudno się domyśli CPC jest wspierany przez DPS, a także Kościół
Rzymskokatolicki i Wspólnotę Islamską w Czarnogórze, z którymi ma fenomenalne stosunki
(lepsze być nie mogą), zaś SPC ma wsparcie Belgradu i Moskwy. Jedni nienawidzą drugich,
co rzutuje na konflikty rodzinne, kiedy to część rodziny wyrzeka się drugiej rodziny. CPC ma
gorące wsparcie Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego (wręczają sobie nawet nawzajem
ordery), Gruzińskiego Kościoła Prawosławnego, Macedońskiego Kościoła Prawosławnego,
Chorwackiego Kościoła Prawosławnego i paru innych mniejszych. Oczywiście SPC twierdzi,
że to są jacyś odszczepieńcy, a jedyną prawowitą cerkwią jest serbska cerkiew, podobnie jak
na Rusi cerkiew rosyjska.
Stosunki etniczne w Czarnogórze również są mocno zeschematyzowane i odpowiadają
ogólnemu bałkańskiemu trendowi. Poszczególne narody i wyznania żyją ze sobą w zgodzie i
nie obserwuje się konfliktów. Wyjątkiem jest tu mniejszość serbska. O ile Czarnogórcy żyją w
rewelacyjnych stosunkach z Boszniakami, Albańczykami i Chorwatami, o tyle konflikt z
mniejszością serbską przewija się do dzisiaj od początku czarnogórskiej niepodległości. Z
antyfaszystowskiego punktu widzenia nie można twierdzić, że cały naród serbski jest
ekstremalny – oczywiście, że nie. Rozsądni ludzie mają dosyć szowinistycznych manifestacji i
wytykania drugiej osobie kim jest i w co wierzy. Jednak większość Serbów sympatyzuje z
wielkoserbską ideologią, tak samo jak w Chorwacji czy Bośni i Hercegowinie. Paradoks tkwi
w tym, że etnicznych Serbów w Czarnogórze jest tak naprawdę bardzo mały procent, ponieważ
osoby deklarujące się jako Serbowie nie mają nic a nic wspólnego z państwem o nazwie Serbia.
Są to zserbizowani Czarnogórcy, którzy mają wyprane mózgi importowaną mitomanią po 1918
r. W serbskich knajpach roi się od wizerunków zbrodniarzy wojennych na ścianach, zresztą
wystarczy wejść do pierwszego lepszego serbskiego domu i rzucić okiem na wystrój wnętrz.

Mowa o grupie społecznej, która nie uznaje państwa i jego symboli oraz neguje istnienie narodu
czarnogórskiego i języka czarnogórskiego. Nie jest możliwym budowanie dialogu społecznego
czy społeczeństwa obywatelskiego z ludźmi, dla których prawdą objawioną jest ideologia
świętosawskiego nacjonalizmu i dla których Wielka Serbia jest całym bożym światem. Zgodnie
z dewizą „Srbi svi i svuda” (pol. Serbowie wszyscy i wszędzie), zgodnie z którą wszyscy
mieszkańcy Bałkanów to czyści etnicznie Serbowie, naturalnymi bohaterami dla tejże grupy są
ludzie tacy jak Dragoljub Mihailović, Pavle Đurišić czy Joanikije Lipovac czyli dowódcy
czetniccy odpowiedzialny za czystki etniczne nieserbskiego elementu podczas II wojny
światowej, kolaboranci Włoch i III Rzeszy. Gdyby ktoś zainteresował się ideologią
świętosawskiego nacjonalizmu, to odsyłam do Nikoli Velimirovicia – wyjątkowo odrażającego
faszysty, który jest świętym Serbskiego Kościoła Prawosławnego. Serbskie partie polityczne
absolutnie się od tego nie odcinają, wręcz przeciwnie ich liderzy bardzo chętnie afirmują swoją
osobą serbski ekspansjonizm terytorialny.
Wracając na chwilę do roli serbskiej cerkwi w Czarnogórze, to nie ogranicza się ona w
swojej działalności bynajmniej do sfery duchowej. SPC jest głównym wektorem serbizacji
Czarnogórców. Metropolita Amfilohije błogosławił serbskich ochotników (przestępców) w
organizacjach paramilitarnych, którzy urządzali masakry ludności muzułmańskiej i katolickiej.
Był on główną osobą nawołującą do pozostania w unii z Belgradem. Człowiek ten znany jest z
twierdzeń, że naród czarnogórski to „komunistyczny twór”, że „w Czarnogórze żyją także
krowy i byki, ale nikt ich nie nazywa Czarnogórcami”. Człowiek wielokrotnie oskarżany przez
organizacje pozarządowe o mowę nienawiści na tle narodowościowym, wyznaniowym i
ostatnio również na tle seksualnym w odniesieniu do LGBT. Regularnie nazywa czarnogórskie
władze sługusami szatana i nawołuje swoich wyznawców, by byli wierni serbstwu. To samo
czynią pozostali serbscy księża pochodzących z dalekich serbskich miast, którzy autora
niniejszego artykułu w ogóle nie wpuszczają do świątyń w jego własnym kraju, pytając
wcześniej o deklarację narodowościową.
Rządząca Demokratyczna Partia Socjalistów Mila Đukanovicia kładzie nacisk na
budowanie kraju multietnicznego i multiwyznaniowego, w którym tolerancja obok
antyfaszyzmu, o którym zaraz będzie dalej mowa, są podstawą pokojowej koegzystencji.
Czarnogóra w zasadzie jest krajem wielonarodowym i wielokulturowym, co jest bez wątpienia
swoistym bogactwem. Pokojowa koegzystencja tylu narodowości i wyznań obok siebie jest
sukcesem DPS-u, który potrafił jednoczyć ludzi w swojej otwartej, postępowej wizji państwa.
Mniejszości narodowe w Czarnogórze mają bowiem zapewnione wszystkie niezbędne prawa

w kraju demokratycznym. Najprościej rzecz ujmując czarnogórski dualizm polityczny
zarysowuje się następująco: DPS + mniejszości narodowe = proczarnogórskość,
proeuropejskość, integracja euroatlantycka, zachodnia demokracja ; Proserbska opozycja =
likwidacja niepodległości, państwo dla Serbów, klerykalny konserwatyzm, Belgrad, Moskwa.
Tak to w dużym skrócie wygląda. Tak też wygląda mapa polityczna. W gminach, w których
większość procentową mają Czarnogórcy wygrywa partia czarnogórska, czyli DPS. W gminach
gdzie mieszkają Boszniacy, Chorwaci czy Albańczycy największą popularnością cieszy się
DPS i partie narodowe. Zaś w serbskich enklawach wygrywa tylko opcja serbska i żaden inny
wybór polityczny nie jest możliwy. Warto dodać, że proeuropejskość i proamerykańskość jest
spójnią łączącą Czarnogórców z mniejszościami, które wykazują w równym stopniu sympatie
prozachodnie bądź też nawet w jeszcze większym (zwłaszcza w pzypadku autochtonicznych
czarnogórskich Albańczyków).
Obok tolerancji i wzajemnego zrozumienia, czołowym fundamentem współczesnej
Czarnogóry jest antyfaszyzm. Antyfaszyzm jako wielkie dziedzictwo narodowe i jako wartość
aksjologiczna jest podkreślana przez wszystkie najważniejsze osobistości w kraju. Historia
Czarnogóry nierozerwalnie związana jest z walką narodowo-wyzwoleńczą przeciwko
silniejszemu najeźdcy, przeciwko obcemu mocarstwu, a antyfaszyzm jest pięknym
ukoronowaniem tej wielowiekowej walki. Czarnogórcy w swej historii przedstawiani byli jako
zahartowani w boju wojownicy, nieposkromieni bohaterowie, którzy nie znoszą kajdan ucisku.
O pierwszym antyfaszystowskim powstanu w Europie, można przeczytać tu [LINK]. Wielką
rolę odgrywa tu postać Ljuba Čupicia [LINK]. Czarnogórcy masowo wstępując do
komunistycznej partyzantki ustanowili swój nieoceniony wkład w rozgromienie faszyzmu.
Rzecz jasna na czarnogórskich terenach operowali również czetnicy, którzy „wsławili się” w
kontrofensywach antypartyzanckich i wymordowaniu kilkudziesięciu tysięcy muzułmanów
włącznie ze starcami i niemowlętami i do których to czetników odwołują się serbscy
współcześni politycy i duchowni w Czarnogórze. Obecnie w Czarnogórze pomniki ku czci
antyfaszystowskich partyzantów są czymś całkowicie normalnym, podobnie jak gwiazda
czerwona na grobach poszczególnych partyzantów. W Podgoricy jak i pozostałych miastach
główne ulice noszą nazwiska zasłużonych partyzantów, bohaterów narodowych Jugosławii,
konkretnych brygad proletariackich, rewolucji październikowej, marszałka Tity itp. Tyczy się
to zarówno miast gdzie mieszkają Czarnogórcy, jak i tych gdzie mieszkają Albańczycy,
Chorwaci i Boszniacy. Dla ogromnej większości obywateli Czarnogóry antyfaszyzm to część
ich historii i tradycji. Prezydent Đukanović 30 września powiedział w wywiadzie telewizyjnym,

że jest to „fundament czarnogórskiej tożsamości”. Do tej pory w kraju działa SUBNOR, czyli
jugosłowiański związek weteranów wojny narodowo-wyzwoleńczej utworzony po 1945 r., z
którym postkomunistyczny DPS, którego w końcu trzon partyjny stanowią dzieci
funkcjonariuszy KPJ, żyje za pan brat. Trzeba zaznaczyć, że w ostatnich latach zdarzały się
pojedyncze akty wandalizmu na pomnikach poczynione ze strony serbskich ekstremistów.
Dotychczasowa koalicja rządząca w 81-mandatowym parlamencie kreowała się
następująco po wyborach w 2016 r.: DPS (35 mandatów), BS (Partia Boszniacka – 2 mandaty),
HGI (Chorwacka Inicjatywa Obywatelska – 1 mandat), Socjaldemokraci – 2 mandaty, LP
(Partia Liberalna – 1 mandat), AO (Albańczycy – 1 mandat). Sporo Albańczyków i Boszniaków
zasiada również w samym DPS-ie. Druga strona medalu to Front Demokratyczny (18
mandatów), centrystyczni Demokraci (9 mandatów), Socjaldemokratyczna Partia (4 mandaty)
oraz do tej pory mało znacząca centrolewicowa partia URA Dritana Abazovicia (alb. Dritan
Abazi) – Albańczyka z Ulcinja, najmłodszego parlamentarzysty w kraju, który razem z Partią
Narodowosocjalistyczną posiadał 9 mandatów. Dla jasności: Partia Socjaldemokratyczna różni
się od Socjaldemokratów tym, że ta pierwsza pokłóciła się z socjalistami z DPS-u o władzę, a
ci drudzy są nadal lojalni. Partia narodowosocjalistyczna nie jest nazistowska, tylko
reprezentuje narodowy socjalizm w znaczeniu dosłownym. Wszystkie partie opozycyjne z
wyjątkiem partii URA (Zjednoczona Akcja Reformatorska) identyfikująca się z frakcją
zielonych w Parlamencie Europejskim, są proserbsko zorientowane. Warto tylko krótko
nadmienić, że w trakcie poprzednich wyborów w 2016 r. czarnogórskie służby specjalne
udaremniły zamach stanu, który miał zostać wykonany w trakcie nocy wyborczej. Śledztwo
krajowej prokuratury potwierdziło, że pucz był zorganizowany przez władze w Belgradzie, a
finanse prowadziły do Moskwy. Wystawiono listy gończe za dwoma obywatelami (szpiegami)
Federacji Rosyjskiej. W trakcie wieczoru wyborczego planowano zastrzelić Mila Đukanovicia.
Aresztowano i skazano kilkunastu skrajnie prawicowych serbskich ekstremistów w
Czarnogórze, kilku polityków opozycyjnych oraz szefa żandarmerii Serbii, który w trakcie dnia
wyborów razem z 30-toma wysportowanymi chłopakami przekroczył granicę z Czarnogórą.
Jak twierdził, chciał się tylko pomodlić w klasztorze…
Wyniki ostatnich wyborów parlamentarnych z 30 września 2020 r. pierwszy raz od
rozpadu Jugosławii dały opozycji o jeden mandat więcej niż DPS-owi i jego satelitom.
Demokratyczna Partia Socjalistów pojedynczo nadal jest najsilniejszą partią z 30 mandatami,
27 mandatów uzyskała Koalicja dla przyszłości Czarnogóry pod wodzą Zdravka Krivokapicia
(Serbska Nowa Demokracja, Partia Serbskich Radykałów, Serbska Rada Narodowa i kilka mniejszych ugrupowań), 10 mandatów zyskali centrystyczni Demokraci Aleksy Bečicia, 4
mandaty uzyskała URA, po 3 mandaty Socjaldemokraci (lider – Ivan Brajović) i Partia
Boszniaków (Rafet Husović), 2 mandaty Partia Socjaldemokratyczna (Draginja Vuksanović) i
po 1 mandacie Albańska Alternatywa (Alternativa Shqiptare – Nik Gjeloshaj) i Albańska
Koalicja (Koalicioni Shqiptar – Fatmir Gjeka). Pierwszy raz w historii niepodległej Czarnogóry
do parlamentu nie weszli Chorwaci i ten właśnie fakt przeważył o tym, że DPS nie ma
większości koalicyjnej. Na dzień dzisiejszy układ sił kreuje się 41 do 40 na korzyść
antyesztabliszmentowej opozycji.
Nie tyle wyniki wyborów wywołały poruszenie w kraju co wydarzenia bezpośrednio po
nich. Tuż po ogłoszeniu szacunkowych wyników wyborów, Serbowie w Czarnogórze
postanowili świętować wynik wyborczy w najbardziej prymitywny sposób, rodem z lat 90-
tych. Na ulice czarnogórskich miast zaczęli wychodzić ludzie z serbskimi trójkolorowymi
flagami i wznosić nacjonalistyczne hasła. Zaczęto śpiewać czetnickie piosenki o wyżynaniu
wrogów serbstwa, pojawiły się okrzyki chwalące ludobójstwo w Srebrenicy. W gminie
Andrijevica zamieszkałej przez Serbów swój koncert z okazji sukcesu wyborczego zagrał Baja
Mali Knindža – serbski fanatyk, który w okresie wojny domowej w byłej Jugosławii śpiewał
bojowe piosenka dla Serbów, w których nawoływał do eksterminacji Boszniaków i Chorwatów.
Jednocześnie zaczęły się napady na ludność muzułmańską w mieście Pljevlja, Bijelo Polje i
Berane. Powybijano szyby w kilku meczetach, a na murach pojawiły się napisy zapowiadające
powtórzenie Srebrenicy tuż obok serbskiej symboliki narodowej. Pobicia muzułmanów nie
spotkały się rzecz jasna z żadną reakcją serbskiej cerkwi. 2 tygodnie temu czarnogórskie
portale internetowe obiegł film, w którym serbscy popowie w Czarnogórze śpiewają w cerkwi
o siekaniu mieczem Turków (pogardliwy termin dla muzułmanów, tak jak poturczeńcy) i o
powrocie Kosowa do serbskiej macierzy. W demonstracjach, które miały miejsce w gminach,
gdzie serbska ludność stanowi większość, wystawiano na widok publiczny wizerunku
ludobójców, śpiewano o odnowieniu carstwa Dušana i zakładano czetnickie mundury. Tego
typu postawy, nieakceptowalne w cywilizowanym świecie, są normą wśród Serbów w
Czarnogórze. W odpowiedzi na faszyzm, Czarnogórcy zorganizowali 50-tysięczną
demonstrację w Podgoricy pod hasłem „Nie oddamy państwa“. Wzięli w niej udział także
Boszniacy, Albańczycy i Chorwaci. Na tym wiecu padły ostre słowa potępiające faszystowskie
ataki na mniejszości narodowe. Dano do zrozumienia nowym władzom, że nie ma zgody na
powtórkę ze Srebrenicy i nie ma zgody na tworzenie wielkoserbskiego projektu państwowego.

Do czego prowadzi serbski nacjonalizm nie trzeba tłumaczyć – wystarczy cofnąć się do
wojen bałkańskich, obu wojen światowych i ostatniej wojny domowej, żeby zdać sobie sprawę
z jak groźną ideologią mamy do czynienia. W konfrontacji nacjonalizmu serbskiego z
nacjonalizmem czarnogórskim, ten drugi sromotnie przegrywa, dlatego, że… nie istnieje!
Czarnogórcy są tak małym narodem, że nie mają ruchu nacjonalistycznego, nie mają nawet
tradycji historycznej związanej z tym nurtem. Mogą w swej obronie przed silniejszym co
najwyżej inspirować się nacjonalizmem swoich sojuszników tak jak podczas śpiewania
legendarnej piosenki Marko Perkovicia Thompsona „Bojna Čavoglave“, w której widnieje tekst
„Słuchajcie serbscy ochotnicy, bandyci czetnicy / Dosięgnie was nasza ręka nawet w Serbii”.
https://www.youtube.com/watch?v=GAp-TqCFm_k Marko Perković Thompson to
najpopularniejszy chorwacki wokalista i można śmiało rzec, że najbardziej wpływowy
człowiek w swoim kraju, uznawany za bohatera narodowego.
W jakim kierunku rozwinie się dalej konflikt w Czarnogórze nie wiadomo. Wiadomo,
że zagrożenie wojną domową istnieje, a eskalacja konfliktu wisi na włosku. Tydzień temu
prezydent kraju Milo Đukanović powiedział, że jak będzie trzeba to „będziemy bronić swojego
domu, tak jak nasi przodkowie, w lesie ze strzelbą”. Dodał, że sam weźmie strzelbę i pójdzie
do guerilli jeśli będzie trzeba. Należy pamiętać, że Czarnogórcy jak każdy bałkański naród ma
aspiracje do bycia gospodarzem w swoim kraju, a manifestacyjne wymachiwanie flagami
obcego kraju i negowanie wszystkiego co czarnogórskie tylko skraca cierpliwość
Montenegrinów. Można tu postawić pytanie czy funkcjonariusz publiczny, w tym przypadku
serbscy posłowie tacy jak np. Andrija Mandić mogą pobierać wypłatę od państwa, którego nie
uznają? Czy można korzystać z immunitetu i innych przywilejów państwa i jednocześnie
optować za likwidacją, to jest włączeniem go do obcego kraju?
Tymczasem tworzy się koalicja rządowa, która wkrótce ma zostać oficjalnie
zatwierdzona. Kandydatem na premiera jest Zdravko Krivokapić, do niedawna zupełny no
name, zyskał popularność po obecności na litaniach organizowanych przez serbską cerkiew.
Organizacje pozarządowe zarzucają mu sympatie w kierunku czetników, sam Krivokapić nie
komentuje tego oskarżenia, jednocześnie sam stwierdził przed trzema dniami, że 9 maj nie jest
powodem do świętowania. Warto dodać, że po wyborach trzej liderzy frakcji, które będą
tworzyły nową koalicję rządzącą spotkali się z metropolitą Amfilohijem, który wezwał ich na
swój dywanik. Dokładnie tak, metropolita serbskiej cerkwi wzywa do siebie nowych
koalicjantów i przekazuje im wytyczne jaką politykę mają prowadzić. Tyle, że rzecz nie tyczy
się Serbii, lecz osobnego państwa jakim jest Czarnogóra…

Do koalicji przystąpił Dritan Abazović i jego partia URA, co może dziwić, ponieważ
etniczny Albańczyk nie wchodzi przeważnie w tego typu sojusze. Abazović, który
wypromował się jako bezwzględny wróg korupcji i przestępczości zorganizowanej postanowił
odsunąć DPS od władzy nawet za cenę koalicji z opcją probelgradzką. Abazović postawił 3
warunki jego wstąpienia do koalicji: a) nie ma nowego rozpisywania referendum na temat
niepodległości państwa, b) nie ma cofnięcia decyzji o uznaniu niepodległości Kosowa, c)
kontynuacja kursu proeuropejskiego i proatlantyckiego. Serbowie, wiedząc, że bez albańskiego
kolegi nie stworzą koalicji większościowej zgodzili się na warunki. Trzej przywódcy frakcji
koalicyjnych: Krivokapić, Bečić i Abazović podpisali się pod memorandum zawierającym te 3
punkty. Od tego czy nowe władze będą trzymać się niniejszych postanowień będzie zależeć
wybuch potencjalnego konfliktu. Jeżeli partnerzy koalicyjni ugną się pod żądaniami
Albańczyka z wybrzeża, to odejdą od swojego programu wyborczego i zostaną (o zgrozo!)
potępieni przez zwierzchnika serbskiej cerkwi, który już nazwał zdradą podpisanie powyższego
memorandum. Istnieje też szansa, że DPS przejmie jednego posła i rozkład sił się diametralnie
zmieni, istnieje też możliwość rozpadu koalicji i przedterminowych wyborów. Pewnym zaś
jest, że każda akcja będzie wywoływać reakcję, więc każdy akt agresji wobec konkretnej
mniejszości będzie powodował samoorganizację tej mniejszości w celu obrony samej siebie.
Obowiązkiem antyfaszysty/-tki jest stanie w obronie zagrożonych mniejszości i
przeciwstawienie się pogromowej atmosferze. Każdy nacjonalizm jest w swych skutkach
zbrodniczy. Specyfiką Czarnogóry jest to, że pozostałe mniejszości narodowe nie eksponują
swoich nacjonalizmów, wręcz przeciwnie, żyją w zgodzie z resztą społeczeństwa. Mamy tu do
czynienia z jednym konkretnym nacjonalizmem i gdyby spojrzeć na jego skutki w ofiarach
śmiertelnych – jest on najkrwawszym nacjonalizmem na całych Bałkanach. W takich chwilach
nie ma podziałów narodowościowych i religijnych: Czarnogórzec, Boszniak, Albańczyk, Rom,
Żyd, Serb, mężczyźni i kobiety w hidżabie czy bez – wszyscy musimy postawić się twardo
faszystowskiemu złu. Należy bardzo jasno podkreślić, że przecież nie każdy Serb w
Czarnogórze jest ekstremistą – to im w pierwszej kolejności powinno zależeć na normalnej
koegzystencji i rozprawieniu się z tymi, którzy kompromitują ich naród. Działania oddolne i
akcje bezpośrednie mogą zdziałać więcej niż decyzje polityczne. Trzeba jasno powiedzieć, że
państwo przez 14 lat niepodległości nie poradziło sobie z tym zjawiskiem. Dlatego duże
nadzieje należy wiązać z aktywistami/-tkami, które radykalnymi środkami pokażą
faszystowskiej hołocie gdzie jest jej miejsce.